Mężczyzna wszedł do kolejnego pomieszczenia.
Z rozpędu poślizgnął się na kafelkach i wpadł do płytkiego zbiornika wypełnionego wodą.
Tym razem pomieszczenie było bardzo obszerną łazienką. Hm... ale typowa łazienka raczej nie ma czarnych kafelków, w dodatku woda, która wypełniała dziwne kanaliki dookoła, była czasem w kolorze czerwonym, innym razem wypływała jako idealnie biała.
'Ta łazienka wygląda oryginalnie...'
W dodatku nie było tam żadnych kranów czy kurków na ścianach. Na całym suficie znajdowało się lustro, odbijające każdy skrawek pomieszczenia.
Mężczyzna zaczął się rozglądać i zastanawiać - 'Gdzie jest źródło światła...?'
Wstał i zobaczył, że niektóre kafelki zostały zastąpione ściennymi źródłami światła, przypominającymi filtry przeciwsłoneczne. Pomieszczenie mimo to było jednak dobrze oświetlone.
Mężczyzna wstał, wyszedł z brodzika i chciał się chociaż pozornie otrzepać z wody. Ta ciecz jednak nie zachowywała się jak woda. Tuż po wyjściu z brodzika płyn zaczął samemu powracać do reszty cieczy. Poszczególne krople sunęły szybko po kafelkach, powracając do swojego domu. Ciecz delikatnie falowała, mimo, że w pomieszczeniu nie było żadnego źródła wiatru. Mężczyzna czuł wręcz duszność, parność. Żadnego powiewu świeżego powietrza.
Ta duszność nie była jednak uporczywa. Była... hipnotyzująca. I towarzysząca temu cisza, mimo tego, że woda cały czas lekko falowała.
Mężczyzna zrobił kilka kroków naprzód, zatrzymał się dopiero przed największym w tym pomieszczeniu basenem. Basenem w łazience... Basenem o sporych rozmiarach, przynajmniej dziesięć na dziesięć metrów. Woda była w nim czarna, idealnie czarna.
'Czarna dziura instant. Dodać wody i mieszać 5 minut...' zakpił w duchu mężczyzna.
Wtedy stało się coś niepokojącego. Woda w tym basenie zaczęła kapać - ale z dołu na górę. Wpierw pojedyncze, gęste krople zaczęły 'spadać' na sufit, potem wąskie stróżki. Na sam koniec cała ciecz przelała się do góry. Ciecz jednak nie chlupotała, była idealnie cicha. Żadna z kropel nie została w basenie, którego dno było idealnie białe. Na którego dnie stało Lustro wysokie na dwa metry...
Ciecz na suficie przestała chlupotać, jej powierzchnia była perfekcyjnie gładka, odbijała też obraz z pomieszczenia, ale już nie tak dobrze jak lustro, które obecnie zakrywała. Płyn w kanałach otaczających basen również się uspokoił, lekko zgęstniał, nabrał połysku.
'To tylko sen, tylko gra mojego umysłu. Tak, to tylko stan umysłu... Nie mam nic do stracenia.'
Mężczyzna wskoczył do basenu i podszedł do Lustra. Na około metr przed nim zatrzymał się. Lustro było wysokie na dwa metry, szerokie na około jeden metr i nie miało żadnych metalowych ram. A co najważniejsze - unosiło się nad powierzchnią ziemi. Mężczyzna dotknął jego, ono jednak w ogóle się nie przesunęło. Dopiero po chwili mężczyzna zobaczył, że obraz w Lustrze jest inny. Wszystkie kolory były tam przeciwne tym, które są w rzeczywistości. Widział wszystko w negatywie. Z jednym wyjątkiem. On pozostawał taki sam.
Po ponownym dotknięciu Lustro zmieniło swą powierzchnię, stało się na chwilę matowe, aby potem wyraźnie ściemnieć. Po chwili rozległ się głos, którego źródła mężczyzna nie mógł zlokalizować:
- Widzisz to, co jest Tobie dane zobaczyć.
'To nie może być prawda, aby Lustro ze mną rozmawiało... Albo cokolwiek innego...' pomyślał mężczyzna.
- Moim zadaniem nie jest przekonywanie Ciebie, z kim rozmawiasz. Sam musisz to zrozumieć.
- Nic nie powiedziałem przecież! - krzyknął zdenerwowany człowiek.
- Myśli to też Słowa. To Słowa, które mówimy sami do siebie. Ja słyszę wszystko.
- Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? I z czym lub z kim rozmawiam?
- Słowa, słowa, słowa... A nie zapytasz się o grawitację?
- I co z grawitacją?
- Tak łatwo Wami manipulować, za grosz nonkonformizmu. - zaśmiało się Lustro, a biała woda w okolicznych kanałach zafalowała.
- W każdej chwili możesz stać się kupą odłamków. Już słyszałeś, że nie mam nic do stracenia.
Czerwona ciecz zafalowała, szybko jednak się uspokoiła.
- A więc nie jesteś tylko Lustrem... Jesteś wszystkim, co płynne. Sprytne. - powiedział mężczyzna - Tylko kim jesteś?
- Jestem Lustrem, które pokazuje podwójne odbicie.
- A płyn dookoła?
- Powiedzmy, że to moje alter Ego.
- Zadaję pytania i żądam konkretnych odpowiedzi. Nie proszę, żądam.
- I co? Myślisz, że przestraszę się zwykłego człowieka?
Mężczyzna uformował prawą dłoń w pięść, podniósł ja do góry i powiedział:
- Myślę, że tak.
Wszystkie wody zafalowały i tym razem nie ucichły. Dało się słyszeć na raz szum morza, powiew wiatru, szmer strumyka, strugi deszczu, odgłos wody lecącej z kranu. Woda mówiła swoim językiem.
- Ta ciecz, płyn, jakkolwiek to nazwiesz, to zarówno moja ochrona, w końcu w niej byłem zatopiony, jak i poszczególne części mojego charakteru, które wzajemnie się uzupełniają.
- Czyli czerwona to standardowo miłość, biała to pokój i czystość dziewicy a czarna to niebezpieczeństwo? - zakpił mężczyzna.
- Widzę, że ironia nadal jest Wam bliska. Sarkazm, ironia, cynizm, jakkolwiek to nazwiecie. To takie ludzkie...
- Nie zmieniaj tematu.
- Dobrze. Biała ciecz to śmiech, radość, dlatego się zaśmiała, to swego rodzaju optymizm.
Czerwona ciecz to coś na kształt honoru, waleczności. A czarny płyn jest jak noc. Z jednej strony otula swą czernią, daje schronienie, z drugiej strony wydaje się przerażać.
- Wszystkie te ciecze i Ty, Lustro, jesteście całością? Ale kim Wy wszyscy jesteście?
- Jestem tylko Ja. Już mówiłem, jestem Lustrem, które pokazuje podwójne odbicie.
- Po co tu jestem?
- Czy o to chcesz zapytać Lustro? Ja służę tylko próżności. - biała ciecz bardziej od pozostałych zafalowała.
- Racja. Tylko czemu obraz widziany w Tobie jest podwójnie odbity.
- Pokazuję tę samą rzeczywistość, jeśli chodzi o kształty. Widzisz jednak przeciwieństwo obrazu, negatyw rzeczywistości.
- Dlaczego?
- Patrzysz we mnie każdego dnia. Widzisz siebie, tę samą osobę. Jednak inną, bo nigdy jej nie dotkniesz, Wasze lewe dłonie nie są tymi samymi dłońmi.
- Tak ma każde lustro. Skąd te inne kolory?
- Ile razy patrząc we mnie zastanawiałeś się, że jesteś przystojnym człowiekiem, serdecznym, uśmiechniętym. Że reprezentujesz dobro?
- Zdarzało się, jak każdemu chyba.
- Nie ma osoby w 100% dobrej. W zakamarku Twojej Duszy zawsze czai się Zło, które tylko czeka na Twą słabość, na drobne zawahanie. Nie pokonasz Go nigdy, Ono może czasem tylko po prostu zostać uciszone - ale nigdy zniszczone absolutnie.
- Twoją rolą jest stanie więc w basenie wypełnionym czarną cieczą i czekanie, aż ktoś ujrzy Zło, jakie w nim siedzi? Przeuroczo...
- Jestem tylko Lustrem.
- Idę z pokoju do pokoju, od drzwi do drzwi. Tutaj jednak nie ma kolejnych. Czy moja droga się kończy? A jeśli tak, to jak mam ją tu zakończyć?
Nagle jedna czarna kropla spadła nieopodal.
- Jestem tylko Lustrem.
Kolejne krople padały do basenu, powoli jego dno pokrywało się czarnymi plamkami.
- Nie zgadzam się z Tobą! Zło w sobie zawsze można pokonać. Zawsze można mu się przeciwstawić. Ty nazywasz to uciszeniem, ja określę to jako pokonanie. Tylko dzięki istnieniu tego zalążka Zła wiemy, czym naprawdę jest Dobro.
Krople zaczynały zmieniać się w strużki.
- To już nieważne. Nie ma kolejnych drzwi. - oznajmiło Lustro.
- Mów o sobie. - błysk w oku mężczyzny spowodował, że biała i czerwona ciecz zaczęły występować z kanałów, czarna zaczynała powoli zapełniać basen - Pokazujesz tę inną rzeczywistość, tę Złą, tak? Nieprawda. Nie ma Złej rzeczywistości. Rzeczywistość kształtują wybory naszego Życia, naszej Drogi. A ja nie mam nic do stracenia!
Mężczyzna wbił otwartą dłoń w Lustro zupełnie tak, jakby Lustro było drzwiami do tej drugiej rzeczywistości. Szkło nie rozbiło się na tysiąc kawałków, wręcz przeciwnie. W miejscu uderzenia powstał uchwyt, który mężczyzna natychmiast pociągnął do siebie i 'otworzył Lustro'. Kątem oka zobaczył w Lustrze tego drugiego siebie. Alter Ego mężczyzny powiedziało:
- Masz rację. Wygrałeś z samym sobą.
Mężczyzna wbiegł przez Lustro-drzwi do kolejnego pomieszczenia.
Autor tego rozdziału: Piotrek R.
#