Mężczyzna wszedł do kolejnego pomieszczenia. Teraz był tylko małym, zranionym chłopcem, a my piliśmy herbatę jego łez… jak wampiry krew. Teraz wiem, że to było złe, że postąpiliśmy nikczemnie, ale też byliśmy tylko dziećmi! On jednak nigdy o tym nie zapomniał, a fala wspomnień powaliła go na kolana, wciągnęła w mroczne głębiny, a on słyszał w uszach nie szum morza, ale fałszowanego „wlazł kotka”. Nie rozumiesz? Tam nie było tynkowanych ścian, skrzypiącej podłogi… To tylko przeszłość, którą przykrył kurz wstydu. A przeszłość się rozmyła i straciła swój wymiar… pozostały tylko te drzwi, żeby mógł kiedyś tu wejść i skonfrontować się z tym, o czym chciał zapomnieć. I żeby nam wybaczył. Tak bardzo tego pragnęłam…
Gdyby były tam okna, to na pewno ktoś zasłoniłby je grubymi zasłonami z czarnego flauszu. A gdyby tam była miłość… wyparowałaby- tak gorąco, gęsto i duszno było od wciąż żywych emocji. Czym tam pachnie? Strachem. I jest bardzo głośno- jego krzyk nie był słyszalny w kakofonii bicia serc. Przecież nie był tam sam. Każdy z nas tam musi kiedyś wejść…
To się działo dawno temu w szkole. Widział wyraźnie znów ten sam długi korytarz, przeszklone gablotki tematyczne, dziewczynki grające w gumę. Szedł do mnie z laurką w serduszka. Czerwienił się. A my? Wyśmialiśmy go… Cała klasa śmiała się z niego. Był dzieckiem do bicia. Był bity wyzwiskami. Uciekł. I nigdy już nie wrócił. Zmienił szkołę, zmienił się. A my nawet nie wiedzieliśmy, że ranimy… Nie pamiętamy nawet, czemu tak bardzo mu dokuczaliśmy. Chyba dlatego, że był od nas mądrzejszy. I inny- mama zabraniała oglądać mu telewizji, zakazała jeść chipsów i pilnowała, żeby nosił czapkę w zimie. A my zawsze mu ją chowaliśmy w damskiej toalecie.
Teraz chcieliśmy to naprawić. Wyłowiliśmy go z bezkresnego oceanu wspomnień, przeprowadziliśmy resuscytację. Czekaliśmy, co powie.
Długo się nie odzywał, wpatrzony w nas czerwonymi oczami, dyszący, wystraszony. Bał się. Ale tym razem, to my się baliśmy bardziej. Nie chcieliśmy być do końca życia sekutnikami. Potem on zaczął mówić. Akompaniował mu mój szloch…
Wszystko skończyło się dobrze, ale tylko dlatego, że zrozumieliśmy nasze błędy i przypłynęliśmy po niego. Jeżeli ty ich nie zrozumiesz, ktoś może utonąć pod ciężarem złych wspomnień…
Potem każdy z nas musiał iść w swoją stronę. Ja chciałam iść z nim, ale odmówił. Dałam mu tylko laurkę w serduszka, którą namalowałam dla niego. Wyskoczył z łódki, znów silny i pewny siebie, i popłynął kraulem do kolejnych drzwi…
Autor tego rozdziału: ???
#