Mężczyzna wszedł do kolejnego pomieszczenia. Zapalił papierosa. Obejrzał
się w lewo. Nic. Obejrzał się w prawo. Nic.
Myśli atakowały go ze wszystkich stron. Walczył dzielnie, lecz wiedział,
że jest to bezcelowe. Był skazany na porażkę. Myśli było za dużo. Były
nieprzewidywalne, nie odczuwały zmęczenia, natomiast on już zaczynał opadać z
sił. Mężczyzna gonił już ostatkiem sił. Filtr zaczął się już palić, parząc jego
palce.
Wtem! nie stało się nic! I to właśnie ten moment zadecydował o jego
upadku. Bronił się, jak mógł. Walczył jak lew. Lecz pokonała go nicość. Wdarła
się do jego umysłu, jak noc w środku dnia, jak śnieg w lipcu. Mężczyzna oddał
się kontemplacji z nieskrywaną ekstazą. Nicość ogarnęła jego umysł, wszystkie
zmysły, całą jego osobowość.
-Cóż jest skoro nie ma nic? - Pomyślał mężczyzna.
I już miał się rozpłynąć w nicości, gdy zauważył drzwi. Zwykłe drewniane
drzwi z klamką i dziurką od klucza. Nie było w nich nic szczególnego. Ale ta
dziurka... Mężczyzna był tak zajęty swą walką z wszechogarniającymi myślami, że
nie zwrócił wcześniej uwagi na drzwi. Ale ta dziurka... Starał się jeszcze
udawać, że drzwi nic dla niego nie znaczą. Gdyby chciał mógłby mieć setki
takich drzwi. Ale ta dziurka...
Nagle drzwi zaczęły atakować swoim jestestwem coraz silniej. Wyczerpany
poprzednią walką mężczyzna począł poddawać się urokowi drzwi a przede wszystkim
dziurki. Leniwym krokiem wciąż jeszcze próbując walczyć zaczął się do nich
zbliżać.
I wtedy nastąpiło coś co zmieniło wszystko. A była to nicość. Nicość,
która jak mogło się wydawać odpuściła już nierówną walkę z drzwiami.
Zaatakowała ze zdwojoną siłą. Mężczyzna nie zastanawiał się długo. Jednym susem
przemierzył resztę drogi, wyciągnął rękę i pociągnął za tak bardzo pociągającą
klamkę.
Autor tego
rozdziału: Dariusz Dziewięcki
#